62, … gdy śnieg leci i leci.

18 luty, 2009

niesamowicie jednostajny. pierwszorzędny śnieg. ciągle spada, czasem tylko przy silniejszym podmuchu wiatru, leci chwile w bok, a potem znów w dół. nieźle się go tu naobserwowałem. dobre miejsce przy oknie mam. nie, żebym nie lubił zimy, wszystko fajnie, jednak niestety, ile razy tylko spojrzę przez okno widzę pełno śniegu i coraz więcej śniegu – po paru dniach znudzić się to może.

zastanawia mnie, czemu jak tylko zamierzam coś tu napisać, przypływa na mnie jakiś, taki prostoliniowy nastrój. chociaż, oczywiście nie zawsze tak było. ciekawe co jest tego powodem. gdzieś tu musi być jakiś haczyk,… lub przynajmniej jakieś parówki…

o czym ja to chciałem? śni mi się! ostatnio to moja wielka radość, ponieważ, będąc osobą, która z pewnością śni tyle samo co inni, nigdy nie pamiętam swoich snów. zapamiętać jakiś sen raz na miesiąc, to bardzo wielki sukces. a tu ostatnio, całkiem zaskakująco, raz po raz, sen za snem. zdecydowanie to straszne pierdoły i co dziwne, najczęściej w snach spotykam ludzi, z którymi kontakt miałem epizodyczny, ewentualnie ludzi, których w ogóle nie znam, a na przykład widziałem w tramwaju (tak tak, ta ruda też ;)).

oglądnąłem pełno filmów przez ubiegłe trzy tygodnie. przeważnie te, które już widziałem po kilka razy. oglądanie filmów pomaga przetrwać okropne czasy ustawicznego śniegu i sesji :D jeszcze tylko parę “spraw” muszę załatwić i obiema nogami będę w drugim semestrze.

kwestią przypomnienia: śnieg sypie nadal.

dziś, bez konkretnego zakończenia.

Dodaj komentarz