miało być długo i wylewnie. i właściwie było, napisałem już wszystko, ale po ostatnim, kończącym zdaniu posta, nacisnąłem backspace, a palec już nie chciał się od niego oderwać. z tego co słyszałem dziś nie najlepszy dzień do pisania.
popijam jakieś tabletki musujące się w wodzie. coś z magnezem, kofeiną. i nie do końca wiem po co, jak całkowicie zdaję sobie sprawę z tego, że na mnie nie zadziała. o, pro forma.
żyję sobie jakoś, biegając tu i tam, po czym znów siedzę zawsze w tym samym miejscu i znów wydaje mi się, że nic nie zrobiłem. żyję sobie jakoś w tej pierwszej sesji.
gastronomicznie? dziś znów te same parówki? nie :D urozmaicam sobie treści… o zmianę ketchupu, z pikantnego na łagodny :)
a miało być długo i wylewnie.
4 luty, 2009 @ 10:50 pm
o prosz, nagłów zmieniony. fiu fiu :p
a to że żyjesz na tych parówkach, niewatpliwie jest cudem, i to niemałym :p
6 luty, 2009 @ 6:49 pm
ty nie przesadzaj z tymi parówkami. to świństwo. przestaw się lepiej na warzywa mrożone. na patelnię. to 90% mojej diety :)