Archiwum dla luty, 2009

63,… szamponetka w tłusty czwartek.

19 luty, 2009

szamponetka! – kto w ogóle wymyślił takie durne słowo? właśnie przed chwilą usłyszałem w jakimś programie coś o szamponetce, stąd taka nagła frustracja. szamponetka… jasna cholera by ją wzięła. czy nie można tego czymś zastąpić? nawet, gdybym wymyślił nową nazwę, nie wyplenię teraźniejszej i tak szamponetka będzie prześladować mnie przez całe życie. a kto wie, czy aby nie przez następne?

gdzieś około tych dni, dwa lata temu, wprowadziłem się na wordpress’a. wszystkiego najlepszego blogu, mój ty przetrzymywaczu myśli i wydarzeń.

a jeszcze na dodatek, dzisiaj mam imieniny. przypomniała mi to ciotka, dzwoniąca rano. dziwne święto, obchodzone tylko dlatego, że akurat tak ma się na imię. dobrze, że mało kto, taki dzień świętuje.

i na sam koniec – tłusty czwartek? i że co ja mam niby, zjeść pączka? jeżeli tylko dobrze pamiętam, ostatniego pączka zjadłem równo rok temu. i jeszcze mówią, że ” w tłusty czwartek po prostu nie wypada zjeść pączka” no to, sorry winnetou.

62, … gdy śnieg leci i leci.

18 luty, 2009

niesamowicie jednostajny. pierwszorzędny śnieg. ciągle spada, czasem tylko przy silniejszym podmuchu wiatru, leci chwile w bok, a potem znów w dół. nieźle się go tu naobserwowałem. dobre miejsce przy oknie mam. nie, żebym nie lubił zimy, wszystko fajnie, jednak niestety, ile razy tylko spojrzę przez okno widzę pełno śniegu i coraz więcej śniegu – po paru dniach znudzić się to może.

zastanawia mnie, czemu jak tylko zamierzam coś tu napisać, przypływa na mnie jakiś, taki prostoliniowy nastrój. chociaż, oczywiście nie zawsze tak było. ciekawe co jest tego powodem. gdzieś tu musi być jakiś haczyk,… lub przynajmniej jakieś parówki…

o czym ja to chciałem? śni mi się! ostatnio to moja wielka radość, ponieważ, będąc osobą, która z pewnością śni tyle samo co inni, nigdy nie pamiętam swoich snów. zapamiętać jakiś sen raz na miesiąc, to bardzo wielki sukces. a tu ostatnio, całkiem zaskakująco, raz po raz, sen za snem. zdecydowanie to straszne pierdoły i co dziwne, najczęściej w snach spotykam ludzi, z którymi kontakt miałem epizodyczny, ewentualnie ludzi, których w ogóle nie znam, a na przykład widziałem w tramwaju (tak tak, ta ruda też ;)).

oglądnąłem pełno filmów przez ubiegłe trzy tygodnie. przeważnie te, które już widziałem po kilka razy. oglądanie filmów pomaga przetrwać okropne czasy ustawicznego śniegu i sesji :D jeszcze tylko parę “spraw” muszę załatwić i obiema nogami będę w drugim semestrze.

kwestią przypomnienia: śnieg sypie nadal.

dziś, bez konkretnego zakończenia.

61,… bo tak czasami bywa.

4 luty, 2009

miało być długo i wylewnie. i właściwie było,  napisałem już wszystko, ale po ostatnim, kończącym zdaniu posta, nacisnąłem backspace, a palec już nie chciał się od niego oderwać. z tego co słyszałem dziś nie najlepszy dzień do pisania.

popijam jakieś tabletki musujące się w wodzie. coś z magnezem, kofeiną. i nie do końca wiem po co, jak całkowicie zdaję sobie sprawę z tego, że na mnie nie zadziała. o, pro forma.

żyję sobie jakoś, biegając tu i tam, po czym znów siedzę zawsze w tym samym miejscu i znów wydaje mi się, że nic nie zrobiłem. żyję sobie jakoś w tej pierwszej sesji.

gastronomicznie? dziś znów te same parówki? nie :D urozmaicam sobie treści… o zmianę ketchupu, z pikantnego na łagodny :)

a miało być długo i wylewnie.