dzień kolejny, czas coś napisać. zwłaszcza, że wieczór za pasem, obiad w butach i herbata za pazuchą. a i humor dopisuje.
abstrahując. (kurczę, ale mądre słowo) tak sobie patrzę na tytuł mojego bloga i zauważam, że nie wiem o co w nim chodzi. i zastanawiam się również, co robi on tak na górze ciągle i ciągle. i wymyślam w końcu powód, dla którego się tam znalazł – disappointment, to chyba ten jeden z ulubionych wyrazów. przeciwieństwo do szamponetki. wyrazem szamponetka gardzę i wdeptuję w ziemię z zawziętością.
zatem, do rzeczy, z czym ja tutaj… off festival w mysłowicach, w skrócie: po koncercie czesława, lao che czy jakimkolwiek innym godnym uwagi, odchodziłem z pierwszego rzędu, a szczęka ciągnęła się jeszcze przez dziesięć metrów po trawie. nie chcę jakoś jednym słowem (typu: zajebiście) obrzucać całej imprezy, bo to raczej nie odda atmosfery. jakbym powiedział, że było zajebiaszczo zajebiście – to może coś, to komuś powie ;) ulewy dnia pierwszego trochę pokrzyżowały plany – nie powiem, nie jestem chojrakiem. ludzie sympatyczni, namiot ciepły, toi toi “czysty”, burza zaskakująca. jedzenie smaczne, wino w plastiku, muzyka wyśmienita!
dobra, a teraz obiecane zdjęcia. i tu, daję sobie głowę uciąc, niezwykle miłe zaskoczenie dla WSZYSTKICH, gdyż albowiem że zdjęcia wcale nie z komórki są. komentarz ode mnie, odnośnie bieszczad – no mnie się to podoba :] no i chyba już nie będę więcej pisał, wydaje mi się, że zdjęcia wystarczająco opiszą.










13 sierpień, 2008 @ 9:53 pm
huhu :) ładnie ładnie. jak ja lubię bieszczady… sama bym się wybrała, jakby mnie wieszcz do biurka nie przykuwał :>
9 wrzesień, 2008 @ 2:03 pm
pięknie, pięknie :)
kochaaaaaaaaaaaam bieszczady :*