dziś krótko bardzo:
połoniny – są; wróciłem – jest; mieszkanie w krakowie, raz – jest; banan na twarzy, sztuk jeden – jest; mniej więcej, tak około i na oko pięćdziesiąt ugryźien komarzyc, bąkowatych tudzież innych wysysajków (w tym prawdopodobnie żmijucha) – są; niesamowicie dużo wspomnień – jest; i jeszcze więcej śmiechu.
a niedługo postaram się dorzucić jeszcze kilka słów o tej małej wyprawie, wtapiająć skrzętnie zdjęcia ze szczytów połonin, zrobione oczywiście aparatem w komórce. wiem, profanacja, że w głowie się nie mieści, nie dane mi jednak mieć konkretniejszego aparatu :]
bzing!
6 sierpień, 2008 @ 5:40 pm
ekhm, ekhm! o zdjecia sie upraszam :]
10 sierpień, 2008 @ 12:04 am
masz mieszkanie w krakowie? łał. ja np nie mogę tego o sobie powiedzieć. jak na razie szykuje mi się miejscówka pod mostem piłsudskiego :>
11 sierpień, 2008 @ 8:57 pm
słyszałem od paru osób, że pod mostem nie jest najgorzej. trochę zawiewa od południa…. ale ten permanentny szum wody…. mmm, poezja!
12 sierpień, 2008 @ 4:29 pm
tak, wiem. też mi się ta romantyczna część duszy odezwała; pewnie ma to jakiś związek z książką, nad którą ślęczę :>