Archiwum dla lipiec, 2008

56, … machając łapą na samochód.

31 lipiec, 2008

dziś krótko bardzo:

połoniny – są; wróciłem – jest; mieszkanie w krakowie, raz – jest; banan na twarzy, sztuk jeden – jest; mniej więcej, tak około i na oko pięćdziesiąt ugryźien komarzyc, bąkowatych tudzież innych wysysajków (w tym prawdopodobnie żmijucha) – są; niesamowicie dużo wspomnień – jest; i jeszcze więcej śmiechu.

a niedługo postaram się dorzucić jeszcze kilka słów o tej małej wyprawie, wtapiająć skrzętnie zdjęcia ze szczytów połonin, zrobione oczywiście aparatem w komórce. wiem, profanacja, że w głowie się nie mieści, nie dane mi jednak mieć konkretniejszego aparatu :]

bzing!

55, … a miało przestać padać.

25 lipiec, 2008

i oto jestem, i żyję. i cały, i zdrów, i nic mi się nie działo, jak również nie dzieje się nic. a zaczęli mnie już nachalnie molestować o napisanie czegoś. a molestowanie przyjmowało formę m. in. taką: “rusz blogaaaa, noooo”, czasami jednak było przyjemniej… :>

zatem siedzę przed monitorem i piszę. z wielkim kubkiem kakao przy łapie, z deszczem za oknem i całym urokiem norweskich fiordów, jeziorek tudzież (dla tych którzy jeszcze nie widzą: “tudzież” znaczy nie mniej, nie więcej co “i” – a było to moje odkrycie roku 2007, więc naprawdę mam się czym cieszyć) czerwonych domków, na pulpicie.

ad rem. deszcz jak zwykle nie przyprawia mnie o najlepszy nastrój, za to przynosi, jakże to bardzo wyczekiwane całodniowe bóle głowy. więc mam szczere powody do radości – tak, skaczę pod sufit. we wtorek wybieram się w bieszczady, na połoninę tą i tamtą. oczywiście nie sam, idę z nią, z nią, z nim, z nią, z nią, z gitarą i jeszcze z wódką (ale ona nie jest gwoździem programu). wódka mówi, że się cieszy na tę wyprawę.i że ma być fajnie. no, pani wódko – zobaczymy! a potem, w pierwszy tydzień sierpnia do mysłowic, na off festival, ale o tym pewnie jeszcze zdążę napisać.

jakby ktoś chciał jeszcze czegoś ode mnie dowiedzieć, to: czuje się całkiem świetnie, oprócz tymczasowego bólu głowy nie doskwiera mi nic, a nic, na studia się dostałem, do krakowa – co było jakims tam kiedyś małym marzeniem. zatem, spełnione. aktualnie szukam mieszkania, które właściwie nieoficjalnie jest już znalezione i najprawdopobodniej to tyle co chciałem napisać. a, jeszcze jedno – przejadłem się wafelkami. ble.

no dobra, może zacznę pisać tu choć odrobinę częściej, ale nie obiecuję! – żeby nie było potem, że się nie wywiązuje ;) no.