Był sobie niedźwiedź polarny, strasznie lubił ryby, ale nie jeść tylko się z nimi przyjaźnić. Dlatego więc, zamiast nich jadł śnieg.
bajka na dobranoc
z powodu presji zewnętrznej i presji wewnętrznej piszę tego oto posta. presji zewnętrznej? – ktoś może zapytać. otóż, znalazły się osoby, które naciskają na mnie bym “napisał w końcu coś na swoim blogu”. i odnalazły się osoby, które, owszem, czytają moje wypociny, ale komentarza zostawić nie chcą, tłumacząc – “bo się wstydzę”. ale mimo to, jest mi niezmiernie miło, że wpadnie tutaj więcej niż dwie osoby na miesiąc. trzeba powiedzieć, że jest dla kogo pisać. bo z tego co czuję, nie chodzi tu tylko o przelewanie swoich myśli na ekran monitora. (a drugą grupę ludzi będę musiał mocno skopać. po kostkach, rzecz jasna)
dawno nie pisałem. co u mnie? różnie bywa. i mógłbym powiedzieć jak mocno doświadczony 60-cio latek, po różnych przejściach i bojach, który wie o życiu prawie wszystko – raz lepiej, raz gorzej. a więc ja, ze swoim krótkim życiem i mało zacnym doświadczeniem, mogę powiedzieć, że brnę po woli do przodu, zbytnio nie zastanawiając sie na problemami dni kolejnych. aż tu wreszcie, w wieku 19-tu lat przychodzi taka chwila, gdzie łapię się mocno za głowę dwiema rękami, a nawet nogą i szeptem, z przerażeniem w głosie mówię: matura. i na nic się zdają zapewnienia starszych koleżanek i kolegów, którzy mają “to” za sobą, że “matura to banał” i “nic się do matury nie uczyłem/am”. ja jednak boję się, że w tym właśnie kierunku zmierzam, który niestety nie zakończy się, jak w przypadku w/w koleżanek i kolegów przyjęciem na wymarzone studia.
czy wspominałem już o prezentacji?
no dobra, musze przyznać – dość mam tej nijakiej zimy. się nie może zdecydować, czy to śnieg, czy to deszcz, czy to mróz, czy to nic.
i jak ktoś to trafnie powiedział “wiesz Karol, ty to jak ta dziewica orleańska… chce, ale nie może… mogłabym, gdyby tylko…”. zima taka, że nawet spokojnie nie można bałwana ulepić. z marchewkowym nosem.
napisałbym coś jeszcze o nowym soundtracku, jaki ostatnio wszedł w moje posiadanie. jednak jest on tak przygnębiający, że nie jestem w stanie skonstruować konkretnego zdania na jego temat. a, jest to scieżka dźwiękowa z filmu “źródło”.
zatem moi drodzy, do zobaczenia na tej stronie za pół roku.
9 styczeń, 2008 @ 4:51 pm
:)
Wstydliwy wpis, wstydliwej osoby.
10 styczeń, 2008 @ 12:30 am
jak to mawia mój kumpel blondi: nie sraj żarem :P
jestem bezlitosna, wiem. ale od czego w końcu ma się braciaszkę? :>
17 styczeń, 2008 @ 12:51 pm
o.
a marura jak marura. da się przeżyć :))
28 styczeń, 2008 @ 11:25 pm
Ja nic się nie uczyłem aż do końca, nie zrobiłem nigdy prezentacji na polski a lektury które były na maturze były dla mnie czarną magią. I zdałem nawet Historie Sztuki podstawową (na nią się tylko uczyłem ale może 4 dni, a materiał prze obszerny)
Polecam sie nie martwić, stres w niczym nie pomaga. Życzę już teraz zadowalających wyników.
5 luty, 2008 @ 9:48 am
no minęło już pół roku? ;OOO
9 luty, 2008 @ 11:30 am
nie kochana, jak na razie to tylko miesiąc ;)
więc będzisz musiała poczekać jeszcze troche :P
11 luty, 2008 @ 3:53 pm
nuuuuuuuuuuuudzisz :P
16 luty, 2008 @ 3:19 pm
Miś, a nie można tego pół roku przyśpieszyć nieco? ;OO ;PP