no, to już nie muszę jechać do Irlandii. Irlandia sama przyszła do mnie. albo niedługo przyjdzie. panie Tusk, trzymam pana za słowo.
jesień przechodzi sobie powoli przez ulice. i deszczem nawiedza coraz to. pewnie przez te częste ulewy tak mnie głowa boli. nie lubię jesieni od tej strony. i czekam spokojnie na zimę.
a co wiąże sie z czekaniem i upływaniem czasu, (tak, oczywiście, bo co innego) to coraz bliżej mi do matury. a podręcznika, ni zeszytu żadnego jeszcze nie otworzyłem. za to otwieram kolejne okienko w komputerze lub jakąś książkę, która bynajmniej nie jest lekturą. i tak w kółko. komputer, książka. książka, komputer. i nie zostaje minuty na naukę. no i narzekam na siebie, zamiast zabrać sie porządnie do roboty. ale przemóc sie nie potrafię. i jeszcze ta prezentacja… sobie kurde temat wybrałem. niech mnie szlag.
nadal stresuję sie egzaminem prawa jazdy. 10 listopada drugie podejście. może przynajmniej testy zaliczę i wyjdę na plac. kolejna porażka.
już nie tylko ja zauważam, że właściwie dużo szczęścia w życiu nie mam (czyżby 13 w adresie domu miała jednak jakieś znaczenie?). chociaż pozornie, patrząc ogólnie wszystko jest dobrze i ładnie, to małe wybryki Pecha zbierają sie w coraz większą gromadę. a płacząca jesień nie nastraja mnie ostatnio zbyt optymistycznie. stąd takie nieciekawe wnioski.
koniec. bo nic już nie siedzi w mej głowie.
27 październik, 2007 @ 5:00 pm
Bo wydarzenia to tchórze. Zresztą sam wiesz najlepiej.
Ale nie zamulaj. Bo po co?
3 listopad, 2007 @ 7:08 pm
jesienny jesteś.o.
3 listopad, 2007 @ 7:33 pm
a wszystko przez smród z uszu