a, napiszę notkę jakąś. bo się nudzę i niewyspany jestem – to powód pierwszy. a powodem drugim jest, że jedna, na dwie osoby komentujące tego bloga się domaga notki. miło mi.
ale czekaj, czekaj. z tego co wiem to mojego bloga “na bieżąco czyta” około 10 osób. a tutaj tylko dwie osoby sie udzielają? do reszty, która nie wie jak to miło jest dostać komentarz: leniwcy jedni! leserzy! podpiszcie się, a w treści komentarza dajcie kropke przynajmniej, jak się wam już tak nic nie chce. (wołoanie biednego, zdesperowanego chłopaka o komentarze – żałosne ;)). przecież zbieranie komentarzy to niezła radocha. to tak jak zbieranie w podstawówce jakiś tazosów, kart telefonicznych, czy innych tam pierdółek, którymi można było grać, wymieniać się – i jak się przynosiło do szkoły osobny plecak z tym wszystkim, to było fajowo ;) (ja nigdy nie miałem szczęścia i ręki do tego typu rzeczy, kurczę). no wiem, wiem, mówiłem nieraz, że mi komentarzy nie potrzeba, ale jednak mi się często myślenie zmienia. znak o tym, że jednak ktoś więcej niż 2 osoby przeczytały notkę, tak jakoś zachęca do pisania następnej.
no, koniec roku. już po konferencji, to się teraz nudzę w domu. i słucham Gorillaz. jeszcze tylko w piętek wrzucę marynarkę lub garnitur (jeszcze nie wiem od czego to będzie zależało, ale od czegoś na pewno) i pojde po świadectwo. dostałem promcję. średnia nie jakaś wspaniała: 3,9. jakbym sie uczył jakoś tak regularnie, a nie od sprawdzianu, to bym miał przynajmniej czwórki ze wszystkiego. no ale, nie chce mi się :)
postanowienie na wakacje: przeczytać trochę lektur na trzecią klasę, bo w przyszłym roku szkolnym może być krucho z czasem. więc muszę zabrać książki ze sobą do Anglii. tylko czy moje ubrania będą ważyły tyle, żeby w bagażu się jeszcze ksiązki zmieściły? ile to jest 15 kg bagażu? dużo?
dobra teraz to czego się najbardziej boję w związku z wyjazdem. nie będę widział przez dwa miesiące mojej jedynej, wspaniałej, kochanej, cudownej gitary ;). basu, rzecz biorąc dokładniej. no i jak ja to przeżyję? a co z moim prawem jazdy? skończyłem krus, prosiłem, żeby mi wyznaczyli egzamin przed 6 lipca, że mnie nie będzie dwa miesiące, to “nic się nie da zrobić” – jaaaasne. tylko jak oni chcą to w 10 dni można mieć wyznaczony egazmin. a teraz, przez wakacje zapomne jak się jeździ, a co najgorsze, poźniej moge bać sie jeździc! i już nigdy poźniej się nie przemogę, i będę sto razy egzamin zdawał ! aaaa?!
dwa miesiące to dość dużo czasu. trochę żałuje ze mnie tutaj życie w Gorlicach ominie. ale co poradzić, zawsze są plusy i zawsze minusy. trzeba tylko dobrze szukać :D
dobra, tyle. coś miałem jeszcze napisać, ale jak zwykle ‘zapomniało misie’. może uda mi sie umieścić jeszcze jakąś notkę przed wyjazdem.