Archiwum dla marzec, 2007

42

31 marzec, 2007

akutalnie żyję. żyję i mam się dobrze. a moimi problemi są na przykład sprawdziany w szkole. dobrze, że już tylko takie, bo co dziwne, że jak się jeden supeł na sznurze problemów rozwiązuje, to ciągnie za sobą inne. i tak można powiedziec, że na moim sznurku zostały tylko małe supełki.

słucham muzyki, ciesze się dobrą pogodą, ubolewam nad stratą dwóch strun w gitarze (w dodatku nie mojej) - jak bardzo nie chce mi się iść kupić nowych – więc wole nadal cierpieć nad niemożnością zagrania kilku akordów i poświęcić sie bardziej, mojej jedynej – pani Bas :D

kiedy koniec tej drugiej klasy?

41

23 marzec, 2007

deszcz za oknem
duży kubek kakao
spokojna muzyka
… i myślimy, myślimy, myślimy…

40

17 marzec, 2007

17 marca. chciałbym być dzisiaj w Irlandi, w Dublinie.

“Oby burza przeszła bokiem!”

 cheers.

39

1 marzec, 2007

słysząc na ulicy chłopczyka w wieku pierwszych klas podstawówki, który mówi do mamy “Mama, a wiesz ze chłopaki zgubili mi dzisiaj naklejke z …” tak sobie myślę, że fajnie by było znów mieć podobne, tak nieważne problemy. Nieważne teraz, bo w wieku 7 lat to naprawde wielki kłopot. No, ale co poradzić, każdy zasłużył na problemy odpowiednie do swojego wieku i musi się z nimi zmagać. ktoś sobie dobrze radzi – inny nie walczy.

blee, … smuty!

jest dobrze, ma być dobrze i na pewno będzie :)

a wspaniała książka umila tylko to jakże wspaniałe życie.  książka śmieszna, straszna i zaskakująca (brzmi to dość głupio, jednak trzeba przyznać, że tak jest ;)). jeden fragment tylko zacytuje, przedstawiający dwóch mistrzów w sztuce uśmiercania. aha, ksiązke jak najbardziej wszystkim polecam – jest świetna.

Zaczął macać w poszukiwaniu maczety w pochwie na ramieniu.
Zniknęła.
Usłyszał za plecami uprzejme kaszlnięcie i odwrócił się.
Pan Vandemar siedział na najniższym stopniu schodów.
Czyścił sobie paznokcie maczetą Varneya.
A potem pan Croup runął na ofiarę w burzy zębów, szponów i małych ostrzy; Varney nie zdążył nawet krzyknąć.
- Pa, pa - powiedział beznamiętnie pan Vadnemar, nie przerywając manikiuru.
I wtedy popłynęła krew, mokra, czerwona krew w ogromych ilościach, bo Varney był rosłym mężczyzną i przechowywał jej wiele wenątrz siebie.
Kiedy jednak pan Croup i pan Vandemar skończyli, na podłodze u stóp spiralnych schodów cięzko byłoby dostrzec nawet bladą plamę.
Po następnym myciu podłóg zniknęła na zawsze.

Neil Gaiman “Nigdziebądź” 

Hankov, raz jeszcze dzięki z tego “Nigdziebądzia”. Rzeczywiscie, pan Croup i pan Vandemar są niesamowici, tak jak mówiłas.