słysząc na ulicy chłopczyka w wieku pierwszych klas podstawówki, który mówi do mamy “Mama, a wiesz ze chłopaki zgubili mi dzisiaj naklejke z …” tak sobie myślę, że fajnie by było znów mieć podobne, tak nieważne problemy. Nieważne teraz, bo w wieku 7 lat to naprawde wielki kłopot. No, ale co poradzić, każdy zasłużył na problemy odpowiednie do swojego wieku i musi się z nimi zmagać. ktoś sobie dobrze radzi – inny nie walczy.
blee, … smuty!
jest dobrze, ma być dobrze i na pewno będzie :)
a wspaniała książka umila tylko to jakże wspaniałe życie. książka śmieszna, straszna i zaskakująca (brzmi to dość głupio, jednak trzeba przyznać, że tak jest ;)). jeden fragment tylko zacytuje, przedstawiający dwóch mistrzów w sztuce uśmiercania. aha, ksiązke jak najbardziej wszystkim polecam – jest świetna.
Zaczął macać w poszukiwaniu maczety w pochwie na ramieniu.
Zniknęła.
Usłyszał za plecami uprzejme kaszlnięcie i odwrócił się.
Pan Vandemar siedział na najniższym stopniu schodów.
Czyścił sobie paznokcie maczetą Varneya.
A potem pan Croup runął na ofiarę w burzy zębów, szponów i małych ostrzy; Varney nie zdążył nawet krzyknąć.
- Pa, pa - powiedział beznamiętnie pan Vadnemar, nie przerywając manikiuru.
I wtedy popłynęła krew, mokra, czerwona krew w ogromych ilościach, bo Varney był rosłym mężczyzną i przechowywał jej wiele wenątrz siebie.
Kiedy jednak pan Croup i pan Vandemar skończyli, na podłodze u stóp spiralnych schodów cięzko byłoby dostrzec nawet bladą plamę.
Po następnym myciu podłóg zniknęła na zawsze.
Neil Gaiman “Nigdziebądź”
Hankov, raz jeszcze dzięki z tego “Nigdziebądzia”. Rzeczywiscie, pan Croup i pan Vandemar są niesamowici, tak jak mówiłas.